Archive for April, 2018

Uniwersalizm szamanizmu na planecie Ziemia

Szamanizm określa kultury dziś zwane pierwotnymi, które cechuje umiejętność funkcjonowania w harmonii z ekosystemem. Cechy tej brakuje tak zwanej cywilizacji rozwiniętej. Dlatego uważam, że przyda nam się trochę pokory i warto się przyjrzeć mądrości ludów pierwotnych nie z perspektywy etnografa, a historyka. Zaglądając w epokę sprzed powstania pisma wszyscy jesteśmy przecież amatorami, którzy snują przypuszczenia na temat kultur na podstawie kilku wykopanych garnków. Takie dane gwarantują jedynie potwierdzenie faktu, że ludzie odżywiali się zawsze. Pismo to wynalazek społeczeństwa rozwiniętego ponad wspólnotę pierwotną, jego pierwszym znanym nam celem była rachunkowość, a nie dokumentacja opowiadanych przy ognisku legend. Z tego prostego powodu można założyć, że źródła pisane z definicji musiały już wypaczać szamanizm, ponieważ służyły kulturze, która znała władzę i rozwarstwienie społeczne. Władza, z definicji istnienia stwarza sztuczny podział, aby nim odgórnie zarządzać. W przypadku naszej kultury człowiek z elementu stworzenia stał się “panem natury” i „uczynił ją sobie podległą” co biorąc pod uwagę nieumiejętność okiełznania własnej natury, czyni zeń kiepskiego zarządcę. Dlatego jedynym źródłem dotyczącym funkcjonowania kultur opartych na równowadze z ekosystemem są opisy powstałe przy zderzeniu kultur. Opisy ze swej natury tendencyjne, bo są zderzeniem, a nie spotkaniem. Piśmienny autor prawie zawsze uważał swoją perspektywę, perspektywę „zwycięskiej” cywilizacji, za lepszą. Ten esej jest może i nieudolną próbą porównania naszej cywilizacji i szamanizmu, ale pokazuje, że pierwotne elementy są niezniszczalne i przetrwały do dnia dzisiejszego, często jako podświadomy, ale zawsze naturalny wybór instynktu samozachowawczego człowieka.

orzełwoda

Przetrwałe elementy szamanizmu są częścią natury i mimo wielowiekowych starań nie udało nam się ich pozbyć, ponieważ są naturalną częścią życia na Ziemi. Większość z nich została zatajona i wykorzystana do zarządzania. Ta presja cywilizacyjna spowodowała kulturową mutację zjawiska, podobną do nowotworu. Powoduje ona rozrost w miejscu niepożądanym i autodestrukcyjnym. To czy ignorowanie zjawiska zabije nas, jak choroba nowotworowa, czy umieszczenie go na należnym mu miejscu uleczy, zależy od indywidualnego wyboru każdego człowieka. Nie mam kompetencji, aby wypowiadać się na temat szamanizmu, ale mam wystarczającą wiedzę, aby na podstawie istniejących źródeł porównać pewne zjawiska w kulturze pierwotnej i współczesnej. Moje źródła, to obok współczesnych doniesień z dorzecza Amazonki, podejście do życia rodzimych ludów Ameryk, Australii i Afryki udokumentowane przez kolonizatorów, oraz analiza kultur Azji. Europa i Bliski Wschód, dzięki długotrwałej dominacji religii monopolistycznych, są najuboższe, ale nawet u nas, stosunkowo późne pojawienie się ludów ugro-fińskich na już schrystianizowanej mapie politycznej, oraz przeoczenie ludów bałtyckich, daje pasjonujący wgląd w harmonię ich obrazu świata. Harmonię zanotowaną przez kronikarzy już jako nieszkodliwą, ludową ciekawostkę, a nie jako palone zagrożenie dla własnej ekspansji, jak stało się to w przypadku bibliotek Majów.

Każdą znaną ziemską cywilizację cechuje rozwarstwienie społeczne i majątkowe. We wspólnotach pierwotnych sprawy majątkowe ograniczały się do niezbędnego do przeżycia minimalizmu. Rozwarstwienie zauważane jest tylko na poziomie szacunku do indywidualnych umiejętności członka plemienia. Wódz był wodzem nie ze względu na należenie do ugrupowania posiadającego największy dostęp do mediów, tylko dlatego, że był najsilniejszy, najlepiej dbał o krowy, najrozumniej siał albo był najlepszym myśliwym. Przeżywanie w harmonii z przyrodą nie wymagało takiego nakładu pracy, co system, w którym jedni pracują po to, by pomnażać majątek innych. To, że ci bogatsi dziś pracują tyle samo, aby utrzymać swoje wpływy, nie czyni kultu pracy szlachetniejszym, tylko przyspiesza degradację planety. Czytelniku, jeśli na pytanie „Czy się spieszysz?” odpowiedź brzmi „Tak”, to na pewno bierzesz udział w tym błędnym kole.

Ten pośpiech, aby wzbogacić pana, to nasza pozostałość z epoki faraonów, na której bazowało wiele cywilizacji. Władza ewoluowała, co nie oznacza, że oddawała swoje wpływy. Zamiast tego zajmowała się zmianą wizerunku. Zainteresowanym ewolucją chrześcijaństwa polecam zagłębić się w historię kościoła. Powołam się tylko na kilka faktów z procesu przejmowania elementów szamańskich przez tę instytucję. Zapoczątkowana przez Konstantyna Wielkiego ewolucja systemu władzy, cywilizacji i zarządzania zasobami do dziś wyznacza puls przemian na terenach obecnej Europy. Nasze ludy, czyli plemiona, miały duże szczęście, że system ten powstawał i ewoluował na naszych terenach, dzięki czemu ominął nas los kultur Australii, Oceanii i obu Ameryk. Ocalało wiele zwyczajów ludowych, które podporządkowane świętom kościelnym zachowały autonomię własnych rytuałów. Przy tworzeniu liturgii chrześcijańskiej został wykorzystany kult dwugłowego boga Janusa. Zawłaszczenie i monopolizacja pewnych rytuałów niekoniecznie oznaczała eksterminację, chociaż w przypadku Janusa tak się stało. Wielkanocne jaja miały więcej szczęścia. Wyznawcy chrześcijaństwa do dziś symbolicznie karmią się ciałem i krwią boga, a uczestnictwo w tym rytuale wymaga od nich fizycznego aktu konsumpcji. Może dlatego obok zaawansowanych technologii, które stworzyła nasza cywilizacja, mamy teraz zagrażający życiu na planecie konsumeryzm? Równowaga jest zawsze. Nawet jak jej bieguny są ekstremalne.

szamandowcip

Dobrym przykładem tej równowagi, (lub jak niektórzy powiedzieliby jej braku), jest funkcja społeczna homoseksualizmu. W większości kultur pierwotnych (oraz w niektórych kulturach azjatyckich) osoby te pełnią ważną funkcję. Winkte, dzięki ich wykraczającej ponad przeciętną umiejętnością emocjonalnego zrównoważenie osobnika własnej płci, są autorytetami w sprawach, z którymi inni członkowie plemienia nie potrafią sobie poradzić. Rzadko zostają wodzami, dużo częściej ich wgląd, lub rytualne wizje, traktowane są jako ważny głos doradczy. Hinduska kasta hidźra, spełniała swoje określone funkcje społeczne najprawdopodobniej już od czasów Upaniszad, czyli na długo przed napisaniem Biblii. W naszej kulturze jest podobnie, chociaż nie widać tego na pierwszy rzut oka. Charakteryzujący nas dualizm podziału na dobro i zło, doprowadził do mutacji obu, możliwych do wybrania ścieżek. Z jednej strony spotykamy się więc z lojalnie reprezentującymi interesy władzy homofobicznymi “świętymi inkwizytorami“, lękającymi się każdego aspektu przypisywanego kobiecemu pierwiastkowi. Z drugiej strony mamy czyniących im na przekór buntowników. Artystów, naukowców, transwestytów, polityków czy biznesmenów. Związek ten jest równie toksyczny co 268 940 ton plastiku w oceanach. Skierowany przeciwko sobie szamański trans kompletnej ascezy celibatu, kontra nurzająca się w narkotycznym nienasyceniu chuć, nie są w stanie prowadzić ze sobą konstruktywnego dialogu, a co dopiero odpowiedzialnie zaopiekować się rodziną… Tak, aby i wnuki miały z czego budować przyszłość. Autorefleksja jest im obca – jednych zaślepia mit czystości, a drugich odstręcza od niej lęk przed stosem. Pokłosiem tej „wojny szamanów” jest kulturowy atak na męską delikatność i kobiecą niezależność. Wyparcie tych aspektów z zachowania i seksualności odbija się na całej populacji, w której seks (podobnie jak śmierć) są tematem tabu. Funkcjonujące w innych kulturach męskie i kobiece kręgi wsparcia są zastąpione przez niosącą zapomnienie, ale nie wytchnienie rozrywkę. Spożywanie alkoholu jest często uważane za obligatoryjny element nawiązywania (znikającej w stanie trzeźwym) bliskości. Obrazowanie przemocy jest ogólną normą, a wzwodu prącia pornografią, dozwoloną tylko dla dorosłych.

szamanpict

Przechodzimy tu do ważnej funkcji szamanizmu jaką jest snucie opowieści. Nasze opowieści nie są po to by nam pomagać w życiu codziennym, ale po to abyśmy mogli o nim zapomnieć. Ten kto nigdy nie czekał na kolejny odcinek serialu lub kreskówki, niech pierwszy rzuci kontrargumentem. Wypromowane przez nas wzorce męskości i kobiecości nie mają przełożenia na realne życie – nie istnieją, tak więc każdy musi siebie zawieść starając się im dorównać. Od kiedy nauka zaczęła snuć swoją opowieść nasz wszechświat poszerzył się tak intensywnie, że równie łatwo się w nim zagubić, jak w ekranie smartfona. Pytanie „Kim jestem?” pozostało bez odpowiedzi. Pierwotne rytuały przejścia w męskość lub kobiecość nie zezwalały na taki niedorozwój, na jaki pozwala nasza dorosłość. Dziś wystarczy być ciężko pracującym przy ekologicznym demontażu planety obywatelem, aby cieszyć się szacunkiem społecznym.

Nawet nasza aktywność fizyczna została nazwana sportem i podporządkowana współzawodnictwu, a nie indywidualnemu rozwojowi (więcej na ten temat tutaj). Nie jesteśmy od tego by budować, tylko od tego by dominować, a bohaterowie naszych opowieści to wojownicy, a nie ogrodnicy. Wybór dyscypliny sportu i podążanie wytyczoną przez nią kontuzjogenną ścieżką dogmatów jest ceniony dużo bardziej, od odnalezienia własnej, indywidualnej formy ruchu. Azja zna pozbawiony współzawodnictwa ruch np. joga lub qi gong. Odnajdujemy w nim wiele odniesień do natury, świadczących o bezpośrednim rozwoju tych technik z pierwotnego szamanizmu. Odradzający się u nas ruch naturalny, inspirowany mobilnością człowieka pierwotnego, na nowo uczy się „kroków mocy” lub „oddechu mocy”, czyli znanej każdej sarnie umiejętności biegu przełajowego, czy takiego sposobu oddychania, który pozwala zachować stałą temperaturę ciała w ekstremalnych warunkach pogodowych.

wrte

Meritum naszej dysfunkcjonalności jest niemożność wyboru jednolitej perspektywy. Przejście w dorosłość utożsamiane jest ze znalezieniem się po prawej lub lewej stronie barykady, czyli wyborem pomiędzy „Mieć czy być?”. Nauka wybrała „mieć”, tworząc medycynę zachodnią i farmację a religia „być”, tworząc kręgosłup moralny, w którym niebo nie jest prawem, tylko przywilejem. Oddzielenie lekarzy ciała i ducha znów pokazuje równowagę ekstremalną w porównaniu do innych metod leczenia. Łatwo to zauważyć obserwując medycyny azjatyckie, których holistyczne podejście do chorego wywodzi się z szamanizmu. Funkcją tradycyjnego lekarza chińskiego była profilaktyka. Jeśli pacjent, ostrzeżony o anomaliach w diecie, sam wybierał źle się odżywiać i zachorował, to do lekarza nikt nie miał pretensji. Jeżeli tracił zdrowie wykonując jego zalecenia – lekarz tracił pracę. Trzeba mieć dużo siły, by przeżyć naszą dietę szpitalną.

dieta-szpitalna-tylko-listy-do-redakcji

Szamanizm skupia się na rytuale wypędzenia chorobotwórczego pierwiastka z pacjenta. Jeśli chory wierzy metodzie i dokona odpowiednich zmian w swoich wyborach, terapia kończy się sukcesem. Na podobnej zasadzie, co cudowne uzdrowienie wodą z Lourdes. To o czym lekarzowi medycyny nie wolno głośno mówić, aby nie zostać wykluczonym ze środowiska oraz fakt, że niewielu bierze antybiotyki, które przepisują innym na zaobserwowane u siebie takie same objawy, mówi wiele o niedoskonałości idei, która przyświeca naukowemu podejściu do pacjenta. Komercjalizacja farmacji też nie budzi mojego zaufania. Do tego dochodzi tabu i penalizacja substancji zmieniających świadomość – powszechnie stosowanych w terapiach szamańskich – to dla mnie jeden z najczystszych dowodów, że nasza kultura jest jeszcze odległa od pozbycia się „niewidzialnego faraona” i zamiast zaćmienia słońca wierzymy w nieomylną skuteczność psychotropów nie lecząc wcześniejszych, wyraźnych objawów nieprzystosowania do systemu. Fakt, że trudno się przystosować do systemu nieprzystosowanego do życia na planecie, uważam za kompletnie normalny.

sanpedro

Na początku było słowo” te słowa najlepiej pokazują dominację umysłu abstrakcyjnego w naszej kulturze. Nauka twierdzi, że chce najpierw doświadczyć, ale potem też nadaje miano. Świat duchów kamieni i zwierząt został zastąpiony przez jeszcze “nietknięty obszar badań“. Pewność, że świat ten zostanie odkryty jest z perspektywy atomów równie wirtualna, co bankowy kredyt. Wiara, że ktoś za nas odkryje na czym polega życie przypomina syndrom sztokholmski i w odróżnieniu od wiary w cudowną wodę, nikogo nie uleczy. A nasza perspektywa idącej za pasterzem owcy kształtuje się w nas od dziecka, razem z językiem, którego się uczymy. Trudno przyznać przed sobą, że nasze myśli, nasz dialog wewnętrzny nie jest niezależny, tylko został stworzony przez naszą historię i może z nas uczynić niewolników sposobu postrzegania.

jokegod

Dobrym przykładem takiego “ograniczenia perspektywy” jest zanikająca obecnie w języku koreańskim odmiana czasowników przez odbiorcę komunikatu. Mówiąc „Pada deszcz” odmieniamy „padać” w zależności od tego, czy zwracamy się do kogoś starszego, młodszego, innej płci, czy innej kasty społecznej. Jednostka ucząca się mówić w takim języku nie musi uczyć się Konfucjanizmu, aby go odczuć, uważać za rzeczywistość i znać swoje miejsce na mapie społecznej. Miejsce zdefiniowane przez urodzenie. Niedemokratyczny absurd? Ciekawe ile „judeochrześcijańskich” pułapek zasłaniających naturalne postrzeganie Ziemi siedzi w naszych mózgach i ciekawe, czy starczy nam oddechu, aby je wszystkie rozwikłać…

Advertisements

Stats

  • 78,034 clicks

Visitors

Advertisements